Skrypt forum używa informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia Wam maksymalnej wygody przy korzystaniu z naszej internetowej witryny. Dzięki ciasteczkom wiemy też co Wasze owczarki jadły na śniadanie. ;-) Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartych w plikach cookies kliknij "Akceptuję", w przeciwnym wypadku wyłącz ciasteczka dla tej witryny w ustawieniach swojej przeglądarki. Akceptuję.
Rozmowy o wszystkim i o niczym.

Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez tomanek53 » 11 maja 2013, o 22:28

Dawno, dawno temu, przyprowadziłem do domu Tyrana. Był wielki, choć pan hodowca zapewnił, że dopiero co ukończył siódmy miesiąc życia.
Przyznam, że bardzo się obawiałem tego momentu.
Pies wychował się bowiem w przyogrodowej drewutni a moje mieszkanie w blokach mogło mu się wydawać nazbyt rewolucyjną odmianą losu.
Wiedziałem oczywiście, że owczarki niemieckie to nadzwyczaj mądre psy, jednak trudno było sobie wyobrazić, że jakiekolwiek psie nawyki wyniesione z biegania po ogrodzie przydadzą mu się w osiedlowym, miejskim mieszkaniu. Zatem, jak łatwo zgadnąć, miałem same czarne przeczucia.

Już z samą przeprowadzką były poważne kłopoty, choć kierowany czarnowidztwem kupiłem w tym celu kolczatkę i smycz, które z powodzeniem mogły służyć do prowadzania tygrysów po cyrkowej arenie.
Tyran zaparł się jednak czterema łapami jak osioł i nijak nie było można go prowadzić. Wreszcie stanęło na tym, że psior zostanie przywieziony na osiedle a syn właściciela odprowadzi go aż pod drzwi mojego mieszkania.
To, co wydarzyło się za tymi drzwiami w ciągu kolejnych 24 godzin było później przedmiotem niezliczonych wręcz opowiadań i anegdot.

Jak to zwykle bywa z psem na nowym miejscu, Tyran metodycznie zlustrował całe mieszkanie, by po dłuższej chwili (ostatecznie nie było zakamarka w który nie wetknąłby swego nosa) spokojnie przy mnie usiąść.
W trakcie opowiadania domownikom o wszelkich perypetiach związanych z doprowadzeniem nowego lokatora, przerywanych zachwytami nad jego posturą, umaszczeniem i "rozumnym" spojrzeniem, pies nieustannie siedział w jednym miejscu, spokojnie znosząc niekończące się głaskania, niuniania i podlizywania.
Zauważyłem jedynie, że gdziekolwiek bym się nie przemieścił, Tyran natychmiast ruszał za mną, jakby bał się, że nieopatrznie mogę się gdzieś zawieruszyć.
Wreszcie nastąpiło to czego obawiałem się najbardziej. Na samym środku najgrubszego dywanu psior zaczął załatwiać grubą potrzebę.
Zanim jednak ukończył był przygotowania wstępne, tknięty jakimś odruchem, prawą ręką podwinąłem mu ogon pod siebie i chwyciwszy jednocześnie lewą pod przednie łapy, energicznie wyekspediowałem psa na ośnieżony balkon. No i tamże owa straszna katastrofa miał swój finał, jako że przecież "potrzeba" niemal już dorosłego psa sporo różni się od takich samych "potrzeb" dziesięciotygodniowych szczeniaków.

Wyobraźcie sobie, że owa ekspedycja na balkon we właściwym momencie, całkowicie psu wystarczyła za całą naukę czystości. Tyran już nigdy więcej nie próbował załatwić się w domu!
Tego krytycznego dnia miałem jeszcze wyjść z psem na pierwszy, wspólny spacer. Uzbroiwszy się zatem w tygrysią obrożę i równie imponującą smycz oraz wypchawszy kieszenie smakołykami, sprowadziłem Tyrana na dół.
Już podczas schodzenia po schodach nastąpiły pierwsze kłopoty. Pies wchodził mi między nogi tak, że kilka razy mało się nie przewróciłem.
Dopiero na dole udało mi się ustalić, że Tyran idzie przy lewej nodze, obok trawinka. Psior tak był się przejął tą nową zasadą, że przez kolejne 20 minut paradował przy mojej lewej nodze jak zaczarowany.
Zauważyłem, że z okna wychyliła się Hipcia, by sprawdzić jak mi idzie. Przeparadowałem więc dwukrotnie pod oknami prezentując z dumą naszego psa chodzącego przy nodze na smyczy i bez smyczy.
Tyran szedł równiutko, barki przy nodze, nie wysuwał się w przód ani też nie zostawał z tyłu. Jak się zatrzymałem, pies natychmiast siadał.
Przyznam, że byłem w szoku!

Następnego dnia zadzwoniłem do pana hodowcy i zapytałem prosto z mostu, czy pies był szkolony? Ależ skąd, usłyszałem w odpowiedzi. Zdecydowałem się go panu sprzedać bo mi rujnował ogród - dodał.

A ja poczułem, że wszelkie obawy powodowane czarnowidztwem w jednej chwili uleciały w niebyt :papa:

***
tomanek53
Losowy avatar

Re: Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez niya » 13 maja 2013, o 07:04

:roftl:

Super historia :). Załóż KONIECZNIE Tyranowi wątek ze zdjęciami, chętnie zobaczę tego mądralę :)
Amba była z nami 6 lat, 3 miesiące i 13 dni
Obrazek
Od 30.03.2018 jest z nami Sara, 2-letnia ON-ka ze schroniska :)
Obrazek
niya
Avatar użytkownika
Klubowicz
7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Amba[*], Sara
Imię: Danuta
Wiek: 37
Lokalizacja: Rzeszów :)
Pochwały: 7
Dołączył(a): 8 kwi 2011, o 16:51

Re: Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez tomanek53 » 13 maja 2013, o 08:01

niya napisał(a):Załóż KONIECZNIE Tyranowi wątek ze zdjęciami, chętnie zobaczę tego mądralę :)

Niestety, Tyran po spokojnym przeżyciu prawie 13 lat, opuścił nas już 15 lat temu. Zdjęć trochę się zachowało ale wszystkie w formie papierowych odbitek, które by trzeba zeskanować.
Odejście Tyrana tak nami wstrząsnęło, że aż tyle lat musiało upłynąć zanim zdecydowaliśmy się na kolejnego pieska.

Myślę też, że Tyran nie był mądrzejszym psem niż przeciętny owczarek niemiecki. Tyle, że zbieg okoliczności spowodował, że moje obawy w stosunku do psa były identyczne do obaw psich, choć te ostatnie skierowane były w przeciwną stronę.
Ja obawiałem się, że piesek da dyla a Tyran, że to ja mu ucieknę :-)

Teraz jest Fuma, szcześciomiesięczna sunia o całkiem odmiennym charakterze (piekło i szatani :lool: )

Jak te anegdoty się rozwiną, bo przecież nie jest możliwe aby inni entuzjaści ONków niczego niesamowitego nie doświadczyli, napiszę jeszcze co najmniej jedną anegdotę o Tyranie.
Potem pewnie przyjdzie czas na Fumę :lool:

***
tomanek53
Losowy avatar

Re: Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez niya » 13 maja 2013, o 08:14

Wybacz, nie wiedziałam, że piszesz o dawnym psie. Jak widać każdy pies zostawia nam nawet po odejściu za TM część siebie bo przez lata się go wspomina i o nim opowiada. Mam nadzieję, że uda Ci się wstawić choć jedno jego zdjęcie, naprawdę musiał być wyjątkowy :)

No i czekam na galerię ze zdjęciami Fumy :)
Amba była z nami 6 lat, 3 miesiące i 13 dni
Obrazek
Od 30.03.2018 jest z nami Sara, 2-letnia ON-ka ze schroniska :)
Obrazek
niya
Avatar użytkownika
Klubowicz
7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Amba[*], Sara
Imię: Danuta
Wiek: 37
Lokalizacja: Rzeszów :)
Pochwały: 7
Dołączył(a): 8 kwi 2011, o 16:51

Re: Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez tomanek53 » 13 maja 2013, o 08:23

niya napisał(a): .... naprawdę musiał być wyjątkowy
Nie sądzę ;-) Drugie zdjęcie w Twojej sekwencji miniatur bardzo go przypomina ;-)
A Fuma ma już zdjęcia w temacie "Powitania" :lool:

***
tomanek53
Losowy avatar

Re: Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez niya » 13 maja 2013, o 08:24

o wyczynach mojej suni opisałam co nieco tutaj :) chyba-sobie-sprawie-mniej-madrego-psa-t2208.html?hilit=amba
Amba była z nami 6 lat, 3 miesiące i 13 dni
Obrazek
Od 30.03.2018 jest z nami Sara, 2-letnia ON-ka ze schroniska :)
Obrazek
niya
Avatar użytkownika
Klubowicz
7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Amba[*], Sara
Imię: Danuta
Wiek: 37
Lokalizacja: Rzeszów :)
Pochwały: 7
Dołączył(a): 8 kwi 2011, o 16:51

Re: Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez ion » 14 maja 2013, o 11:48

Nasz słodziak kochany, już jak był mały, wykazywał niespotykane zdolności....manualne. Otóż pewnego dnia pod lodówkę wpadł nam kawałek marchewki. Nasz mądry pies wziął sobie metalowy wieszaczek (taki z pralni) i manipulując tym wieszaczkiem wygrzebał marchewę spod lodówki, na moich oczach! Do dziś pamiętam ten wyraz pyska, kiedy zdesperowany pracował nad wykopaliskami :)

Od dawna właściciele ONków wiedzą, że nie ma nic lepszego niż pusta plastikowa butelka. Wirus też bardzo lubi butelki (zwłaszcza otwierać). Kilka tygodni temu skubany nauczył się, że od pełnych butelek go odganiamy, a od pustych nie. Więc teraz, jak chce dorwać jakąś butelkę (z szafki, stołu, podłogi) to delikatnie trąca nosem. Jak się przewróci - wie, że już jest jego ;)

Ostatnią anegdotą na dziś będzie opis spaceru i pierwszego kontaktu Wirusa z wodą inną niż ta w misce czy w kałuży.
W Parku Wschodnim we Wrocławiu płynie sobie mała rzeczka o niezbyt szybkim nurcie. Co kilkadziesiąt metrów do tej rzeczki są wykonane betonowe schody. Wirus postanowił być pionierem i po schodkach zszedł do wody. Na początku tylko zamoczył delikatnie opuszki, później zszedł o jeden schodek, mocząc już całe łapy do kolan, potem zszedł jeszcze o jeden schodek, woda sięgała mu do brzucha, poczuł fajne mizianko wody, pobiegał, pohasał...I zapragnął zejść jeszcze o jeden schodek. Niestety nasz kochany pies nie przewidział, że projektant nie przewidział następnego stopnia schodów, więc nasz bohater wpadł do rzeczki, niezwykle zdziwiony i jeszcze bardziej przestraszony, nie czując gruntu pod łapami. Na szczęście szybko odkrył jeszcze jeden talent, mianowicie umiejętność pływania, co pozwoliło mu dobrnąć do brzegu. Śmiechu było co nie miara, a nasz mały zmoczek od tej pory uważniej patrzy, czy ma grunt pod łapami (choć nie ma w tym 100% skuteczności).
Pies to nie: człowiek, zabawka, dziecko, milusiński, maskotka.
Pies to żywe stworzenie.
Pies to po prostu, tylko i wyłącznie, bez wyjątku PIES !
ion
Avatar użytkownika
Początkujący owczarkarz
6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Wirus
Imię: Michał
Wiek: 31
Lokalizacja: Wrocław
Pochwały: 3
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 17:59

Re: Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez vega_bw » 14 maja 2013, o 12:30

Falkowe perypetie opisywałam już w naszym wątku,ale skoro powstał wątek z anegdotami, to pozwolę sobie przytoczyć:
Ta jest z piątkowego ranka :)
Jako,że piątek zarządziłam na obiadek smażoną rybkę. A jak rybka, to skąd ? Od rybaków rzecz jasna.
Więc powlekliśmy się z młodym do rybaków do Sopotu.
Pancia rybkę kupuje, piesek czeka, a że szczeniak jest niecierpliwy, to zaczął chłopak węszyć, po czym bez zastanowienia chwycił dorsza w pysk i postanowił się oddalić. Kupujący i rybacy w śmiech, a młody skonsternowany, bo ryba mu się zaczęła w pysku ruszać.
Pani sprzedająca była na tyle miła,że nie kazała nam ryby kupić. Opłukała ją w wodzie i wrzuciła do reszty.
Wróciliśmy do domu.
Położyłam torbę z flądrami na blacie w kuchni i poszłam się rozebrać z buciorów.
Słyszę szelest i pac na podłogę. Patrzę gdzie się pies podział.
A mój mały potwór stoi w kuchni nad rozsypanymi i szamoczącymi się rybami(żywe były) i nie wie co zrobić.
W końcu wyrwał się z zamyślenia i postanowił się z rybkami pobawić, tyle, że one jakoś nie chciały :D
Nadmienię,że flądrzyska same z blatu w kuchni nawiały. ;)
Choćbyś powiedział o sobie i swoim psie wszystko, to i tak zawsze zostaje coś do powiedzenia...
vega_bw
Avatar użytkownika
Klubowicz
5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Falko zwany Rudym ;)
Imię: Beata
Lokalizacja: Nad Słoną Wodą
Pochwały: 23
Dołączył(a): 26 wrz 2012, o 09:06

Re: Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez tomanek53 » 15 maja 2013, o 15:09

ion napisał(a):Nasz słodziak kochany, już jak był mały, wykazywał niespotykane zdolności....manualne. Otóż pewnego dnia pod lodówkę wpadł nam kawałek marchewki. Nasz mądry pies wziął sobie metalowy wieszaczek (taki z pralni) i manipulując tym wieszaczkiem wygrzebał marchewę spod lodówki, na moich oczach!
Wybacz ale nie jestem w stanie uwierzyć :nea:
Posługiwanie się narzędziami to podobno wyłącznie domena naczelnych :-)

***
tomanek53
Losowy avatar

Re: Anegdoty o onych, do opowiadania na imieninach.

Nieprzeczytany postprzez Joan » 15 maja 2013, o 17:57

No nie wiem, nie wiem... jak to z tym posługiwaniem się narzędziami. U psów jest to trudniej zaobserwować, ponieważ nie mają przeciwstawnego kciuka.

Takich anegdot, różnych, mogłabym skompletować małą książeczkę ... Na razie przekleję żywcem z innego wątku. Ten incydent zestresował mnie niebywale, choć z przyjemnością go wspominam. :)
Woland lubi wszędzie wejść i wszystko sprawdzić. Mamy wspólną drogę z sąsiadami, gdzie najczęściej pozwalam się psom wyszaleć i biegać za aportem do woli, co mi trochę "przyoszczędza" osobistą, ogródkową trawkę, bo po takich harcach wygląda jak przekopana. No i wyszliśmy razu pewnego, ja, Woland i mały jeszcze Edgar. Edgar na smyczy, bo kontrolowałam jego napaści na Wolanda. Furtka do sąsiadów była zdjęta, bo naprawiali zamek. Ale, ponieważ Woland czasem tam wchodzi i bez problemu daje się przywołać, więc zajmowałam się niesfornym Edgarem. W pewnym momencie Woland znika z horyzontu na dobre, a ja użerając się z Edkiem, który zawsze ciągnie za Wolandem widzę w uchylonych drzwiach wejściowych sąsiadów (które wcześniej były zamknięte), znikającą końcówkę ogona. "Wróć" nie skutkuje (bo to pewnie do Edka ) ; z Edkiem za nim nie pobiegnę, bo a nóż coś złapie w zęby, więc mocuję smycz do ogrodzenia, w progu wołam Wolanda i sąsiadów, odpowiada mi echo, bo dom duży. Idę tam gdzie otwarte drzwi. Widzę Wolanda jak sprawdza na dwóch łapach, górnym wiatrem, co sąsiedzi mają w kuchni w wiszących szafkach. Wrzeszczę "Wróć!"... a gdzie tam... tylko mignęło jak pobiegł na górę. W oczy rzuciła mi się otwarta szafka na śmieci pod zlewozmywakiem. To mnie powstrzymało od pogoni za moim psem... były jeszcze inne niedomknięte szafki... Myślę sobie tak... tylko tego brakuje, żeby mnie ktoś tu zastał... jak razem z psem plądruję cudzy dom... W końcu nie wiem, która szafka była otwarta, a którą przeglądał Woland... A w sypialni... na pewno już tam otwiera szafy i szuflady... No i kto mi uwierzy, że to pies a nie ja...
Nie poszłam za nim. Gdyby to byli właściciele tej posesji, może nie miałabym takich oporów, bo znają mnie i Wolanda... Ale dom został wynajęty... i mogło być nieprzyjemnie...
Woland za chwilę wrócił. Widać wystarczył pobieżny przegląd do sporządzenia portretu zapachowego sąsiadów. No i mam nadzieję, że mimo tej ekspansji terytorialnej nie zostawił informacji sąsiedzkiemu yorczkowi... Nie mogłam się na niego gniewać, bo i tak byłoby to nieszczere. Co ja zrobię, że mnie to śmieszy, szczególnie jak widzę zadowoloną minę Wolanda: " Pańcia, zrobiłem tam kipisz, a teraz zwiewamy"

A poza tym, kto to zostawia cały dom i drzwi zamknięte tylko na klamkę... :D
Pozdrawiamy
Obrazek
Joan
Avatar użytkownika
Zaawansowany owczarkarz
7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa7 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Woland UlaYaskaEdgar
Imię: Joanna
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 55
Dołączył(a): 20 lut 2011, o 22:44

Następna strona
Dział statystyki

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Opcje