Skrypt forum używa informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia Wam maksymalnej wygody przy korzystaniu z naszej internetowej witryny. Dzięki ciasteczkom wiemy też co Wasze owczarki jadły na śniadanie. ;-) Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartych w plikach cookies kliknij "Akceptuję", w przeciwnym wypadku wyłącz ciasteczka dla tej witryny w ustawieniach swojej przeglądarki. Akceptuję.
Rozmowy o wszystkim i o niczym.

Bajka o nieodżałowanej Reinie (część 3)

Nieprzeczytany postprzez Crys » 4 lis 2015, o 21:34

Reina pojawiła się w fundacji Pomorskiej znienacka. Pan, który wcześniej wykazywał zainteresowanie adopcją innego psa nagle doszedł do wniosku, że już Reiny nie chce i po prostu ją oddał. Może próbował wymienić na nowszy model? Może widział niepokojące oznaki wskazujące na chorobę i nie chciał chorego psa? Może sunia przestała zachodzić w ciążę? Nie wiadomo.
Obrazek

Trafiła do Domu SieRottka, gdzie szybko okazało się, że jej wcześniejsze życie nie było usłane różami. Zalękniona, wycofana, wielokrotnie w swoim starym domu musiała rodzić szczeniaki. Była bita i zamykana. Ale teraz stała się naszym oczkiem w głowie. Dla niej były najlepsze kąski, mięso i super karma. Pracowaliśmy nad jej lękami, w ogłoszeniach podkreślaliśmy, że szukamy domu “z ludźmi o wielkim sercu, ciepłych, z miłością do rasy, z dużą dozą cierpliwości i zrozumienia dla psiego smutku i nieszczęścia.”

Szybko przyszły efekty pracy i poprawa. Suczka oswoiła się, przyszła więc pora na kolejny krok, czyli sterylizację.
Obrazek

Podczas operacji oczom weterynarza ukazały się wewnętrzne wybroczyny i nacieczenia. Po dokładnym przeglądzie narządów jamy brzusznej stwierdzono w jelitach cienkich zmiany wielkości wiśni, same jelita miały pogrubione ścianki, powiększone były węzły chłonne. Pobrano wycinek do badań histopatologicznych. Niestety, los miał dla Reiny zły plan. Diagnoza i wynik badań były wyrokiem: nowotwór, w dodatku nieoperacyjny, bo rozrzucony po całych jelitach, a jelit przecież nie da się usunąć. Rak działał szybko, pojawiły się przerzuty. Reina, nadal pozostając w domu SieRottka, z kojca została przeniesiona do mieszkania, by ją rozpieszczać i pilnie obserwować. Okazała się przesympatyczną, bezkonfliktową sunią zgadzającą się z dziećmi, psami i kotami.
Obrazek

Marzyliśmy, bez dużej wiary w spełnienie marzeń, ale marzyliśmy. O domu dla Reiny na ostatnie chwile, tygodnie, może miesiące życia. Aby znalazła się jakaś dobra dusza, która weźmie na siebie ciężar opieki w ostatnich chwilach nad nieuleczalnie chorym psem. Dużo nie można było zrobić. Można było dać miłość, czułość i poczucie bezpieczeństwa. Można było podawać leki, by spowolnić rozwój nowotworu i dopilnować, aby nie odczuwała bólu. Tylko tyle i aż tyle. Pani Doktor nas ostrzegała i podkreślała: gdy nowotwór mocno zaatakuje, trzeba będzie szybko i bezzwłocznie poddać psa eutanazji. Bo cierpienie będzie nie do zniesienia. A dodatkowo pojawi się głód nie do zaspokojenia i będzie potęgował ból. Chore, zżarte przez raka jelita i najpewniej przerzuty nie dadzą rady zaspokoić łaknienia. Taki scenariusz przejmował grozą.

Patrzyliście kiedyś w oczy psa, który umiera? Patrzyliście kiedyś w oczy rottweilera, który tak cierpi, że nie potrafi tego ukrywać? Gdy jest to tak przejmujące, że podejmujecie decyzję o eutanazji, bo jest to jedyna humanitarna decyzja? Bez przeciągania psiego życia dla własnej przyjemności opóźnienia rozstania z nim? Kiedy pies skamląc prosi o to, by pozwolić mu już nie cierpieć? Każdy, komu kiedykolwiek pies umierał na raka – wie jak to jest. Kto się z tym nie zetknął – życzymy, by go to ominęło…

Otoczona troskliwą opieką Reina dobrze reagowała na otrzymaną pomoc. Zdawała się nie dostrzegać powagi sytuacji. Radośnie biegała z psami, podskakiwała z dziećmi.
Obrazek

I… tak, macie rację! Znowu pojawił się nasz Anioł. Anioł, który jeszcze nie otrząsnął się po “śmierci” poprzedniej suni, Joty, który podobno obiecał sobie, że „już nigdy więcej chorego psa”, ale Reina wzruszyła go tak bardzo, że postanowił przytulić ją do serca i adoptować. Nie wierzyliśmy, że szczęście znowu się uśmiechnęło. Z podziwem i zachwytem patrzyliśmy na postawę wspaniałej pani Ech. Nie zwlekaliśmy, w przypadku Reiny liczył się każdy dzień. Trzy dni później Reina była już w drodze do nowego domu. Razem z posiadaną dokumentacją medyczną i zaleceniami.

Byliśmy spokojni oddając psa pod opiekę pani Ech. Ona będzie wiedziała, kiedy podjąć tę najtrudniejszą decyzję, żeby oszczędzić cierpienia. Oddaliśmy ją bez strachu z pełnym zaufaniem. Choć zaświeciło się na moment pomarańczowe światełko, jednak szybko zostało zgaszone poprzez zaangażowanie pani Ech. I znowu, jak w poprzednich bajkach docierały informacje: Reina skonsultowana z weterynarzem, który potwierdził że nowotwór jest nieoperacyjny oraz stwierdził, że węzły chłonne się powiększyły.
Obrazek

Wiedzieliśmy, że chociaż chwilowo samopoczucie suni pod wpływem leków było dobre, to na wiadomości o cudownym ozdrowieniu nie można było już liczyć. Jak się okazało, z dwutygodniowym opóźnieniem dotarła do nas wiadomość, że Reinie pękł guz na śledzionie i… że była operowana. Nie mogliśmy uwierzyć! Operowana?? Pies w takim stanie… z nieoperacyjnym rakiem operowany?? Jak? Dlaczego?! Kolejne wiadomości były łatwe do przewidzenia – wkrótce po zdjęciu szwów stan Reiny zaczął się dalej pogarszać. Aż przyszła kolejna wiadomość: „Reina nie żyje, odeszła po długiej walce z chorobą, starałyśmy się bardzo wygrać życie, ale nie udało się, proszę wierzyć robiłam wszystko co w mojej mocy, Reina odeszła w piątek 18.09, nie cierpiała.”

Najważniejsze, że nie cierpiała – powtarzaliśmy jak mantrę. Najważniejsze, że nie cierpiała. Biedna Reina.

Może nie wszystkie bajki kończą się dobrze. Gorzej, jeżeli smutne zakończenie bajki okazuje się być niczym wobec tego, co zdarzyło się naprawdę.

Reina nie zaznała spokoju i wymarzonego domu u pani Ech. Podobnie jak inne psy, została od razu przekazana przez nią fundacji Kra.

To tam została zoperowana w imię skrzywionej idei „ratowania psa za wszelką cenę”. Ratowania życia, którego nie można uratować. Które można przedłużyć może o dwa tygodnie, może o trzy… za cenę kolejnego, niepotrzebnego cierpienia. Cierpienia istoty, która nie miała możliwości własnego wyboru, za którą zdecydował ktoś, kto wiedział lepiej… że jeszcze ma cierpieć…

Niedługo potem dotarły do fundacji Pomorskiej wieści jak naprawdę umierała Reina. Nie przejmowano się tym, że cierpi. Że potwornie cierpi. Bo nie było przy niej nikogo, kto by jej w cierpieniu ulżył. W tych cierpieniach została przetrzymana dużo za długo. Pod koniec życia wyła i skomlała, umierając z bólu. W takim stanie zastał ją ktoś, kto litościwą ręką nakleił plaster przeciwbólowy. Ale już nie zadziałał. Dopiero wtedy została poddana eutanazji. I to wcale nie z inicjatywy szefowej Kra… Może by ją dalej podtrzymywała przy życiu? Może by ulżyła? Tego nie wiadomo, bo jej wtedy zwyczajnie od jakiegoś czasu przy Reinie i innych psach nie było. Gdzie była?!

W imię czego spotkał Reinę ten los? Miała iść „na kanapę”, do domu wspaniałej pani Ech i biegać dopóki sił wystarczy z Lemonem. No tak, tylko, że Lemona już u pani Ech nie było… Kochany „Cytrynek” też został oddany. Reina otoczona miłością, bez bólu miała przeżyć ostatnie dni. A stała się kolejnym psem do … no właśnie, do czego? Lepem na wyciąganie pieniędzy?
Obrazek

I w tej opowieści nie będzie happy endu. Wiele byśmy dali, by odwrócić bieg historii Reiny i nie zadawać sobie i czytelnikom tych pytań. To nie tak miało być, nie tak…

Wpis na naszym forum, jednej z niczego nieświadomych internautek, brzmi: Kochana Reina, nie cierpi już. Miała cudowną opiekę na koniec swojego życia……

Przesłana nam przez panią Ech fotografia pochodzi z domu wynajmowanego przez fundację Kra…

Żegnaj Reino, przepraszamy… [‘]

Źródło: http://www.rottka.pl/blog/?p=105

Do komentowania zapraszamy na naszego fundacyjnego facebooka:
https://www.facebook.com/pomorskafundacjarottka
Crys
Avatar użytkownika
Początkujący owczarkarz
5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: SchroniskoweOwczarki
Imię: Kinga
Wiek: 27
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 19:25

Dział statystyki

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Opcje

Podobne tematy
  •  
    Odpowiedzi
    Wyświetlone
    Ostatni post