Skrypt forum używa informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia Wam maksymalnej wygody przy korzystaniu z naszej internetowej witryny. Dzięki ciasteczkom wiemy też co Wasze owczarki jadły na śniadanie. ;-) Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartych w plikach cookies kliknij "Akceptuję", w przeciwnym wypadku wyłącz ciasteczka dla tej witryny w ustawieniach swojej przeglądarki. Akceptuję.
Rozmowy o wszystkim i o niczym.

Bajka o uśmierconej Jocie i młodym Lemonie (część 2)

Nieprzeczytany postprzez Crys » 4 lis 2015, o 21:33

Wiecie co to jest bajka? Bajka, to taka historia, na końcu której jest napisane, że „wszelkie podobieństwo do osób lub sytuacji jest przypadkowe i niezamierzone”. Albo coś w tym stylu. I kto chce, z takiej opowieści wyciągnie odpowiednie wnioski. Bo morał może być zapisany w bajce, a może być pozostawiony mądrym ludziom do wyciągnięcia samodzielnie… To zaczynamy…

Była sobie sunia, nazwijmy ją Jota Catani oraz piesek – dajmy na to Lemon Catani. Nie miały one szczęścia w życiu. Jota po pięciu szczęśliwych latach została oddana przez swojego pana. „Bo musiał wyjechać”. Czy naprawdę musiał? Czy nie mógł jej zabrać ze sobą? Tego się już nie dowiemy. Aż tu nagle, w wieku pięciu lat straciła swój dom, swoją kanapę i swojego opiekuna.
Obrazek
fot. Jota

Jota trafiła pod opiekę fundacji Pomorskiej. Dla odróżnienia od fundacji Kra, która za jakiś czas wkroczy na scenę tej opowieści… Fundacja Pomorska rozpoczęła poszukiwania domu dla suni i po niewiele ponad dwóch tygodniach taki domek udało się znaleźć.

Niedługo później do tego domu zawitał szczeniaczek Lemon – i losy Joty i Lemona miały spleść się ze sobą już na zawsze. W tym momencie bajka powinna zakończyć się słowami „i żyli długo i szczęśliwie”. Niestety, tak się nie stało.

W fundacji Pomorskiej znowu zadzwonił telefon. W sprawie Lemona. Okazało się, że jego stawy nie rozwinęły się tak jak powinny, Lemon cierpi, ledwo chodzi i konieczna była operacja, na którą właścicielka nie miała pieniędzy. A przynajmniej tak mówiła. Zwróciła się więc do fundacji Pomorskiej o pomoc. Lemon dzięki fundacji Pomorskiej przeszedł operację, właścicielka miała zwrócić pieniądze, jak stanie na nogi… Wiecie co było dalej? Tak, słusznie przypuszczacie. Pieniędzy nigdy nie zwróciła…

…za to zwróciła psy. Trzy lata później. Ot, zadzwoniła i oświadczyła, że jej sąsiad odwiezie psy bo ona wyjeżdża z kraju. Bez pytania, czy fundacja Pomorska jest je w stanie przyjąć, czy nie, czy ma miejsca, możliwości… w sumie co ją to obchodziło… taka to była „miłośniczka psów”.
Obrazek

Kiedy psy zostały przywiezione wściekłość i smutek zapanowały w fundacji Pomorskiej. Lemon okazał się być bardzo zalęknionym, wycofanym psem, niewłaściwie socjalizowanym, zaś Jota… podwinięta powieka w oku tak długjotaokoo musiała je drażnić, aż zaszło bielmem i zaropiało, całe owrzodzone. Każdego normalnego człowieka ten widok przyprawiał o ból serca. Ale do tego trzeba było mieć serce… musiało ją to strasznie boleć. Potwornie i długo. Ile lat cierpienia przeżyła Jota? Oczywiście od razu została zawieziona do weterynarza, ale do całkowitego wyleczenia pozostała długa droga. Leczenie trwało, trwały też poszukiwania nowego domu dla obojga. Zaniedbania Joty były na każdej praktycznie płaszczyźnie. Jej zakrzywione, długie pazury wskazywały, że miesiącami nie wychodziła z domu. Jeden z nich był obcinany u weterynarza, pozostałe połamały się wcześniej, podczas pierwszych od długiego czasu spacerów Joty w Domu SieRottka.
Obrazek

I tu wkroczył nasz dyżurny Anioł z poprzedniej „Bajki o smutnej Starce” i wyraził chęć adopcji obydwu psów. Poczciwa Pani Ech, która uchodziła za znawcę i miłośnika rottweilerów jeszcze w czasach, gdy założyciele fundacji Pomorskiej byli całkiem mali. Od wielu lat współpracująca z największym warszawskim schroniskiem, osoba ze wszechmiar znana i szanowana za pomoc psom. I TAKA OSOBA chciała zaopiekować się tymi dwoma bidami! Sami rozumiecie, że stał się kolejny cud. Jak w przypadki Starki. A wszyscy pragniemy wierzyć w cuda! Przepełnieni byliśmy wdzięcznością i szacunkiem dla Anioła za tak wielkie serce i poświęcenie dla psów. Przecież pani Ech nawet sprawdzać nie trzeba przed adopcjami, bo to ona była wzorem w niesieniu pomocy psom. Zatem kto lepiej poradziłby sobie z wymagającym cierpliwości i miłości Lemonem i chorym oczkiem Jotki? Kto, jak nie ona?!

Informacje z nowego domu pojawiały się regularnie. Że Lemonek z trudem i powoli oswaja się z nową rzeczywistością, że Jota będzie przygotowywana do operacji oka, że jest już po konsultacjach, już po operacji i ładnie się goi. Że z Lemonkiem coraz lepiej, że już bawi się piłeczką, a zachowanie Lemona na tyle się poprawiło, iż była możliwa zmiana kolczatki na obrożę…

Dumna Pani Ech na dowód swych słów przysłała zdjęcie Lemona w niebieskiej obroży, którą własnoręcznie mu założyła na miejsce okrutnego żelastwa. Lemon otworzył się i dokazuje… O Lemonku mówiła pieszczotliwie „Mój Cytrynek”. Serce rosło. Wszyscy, którym bliski był los tych dwóch psin cieszyli się ich szczęściem.
Obrazek Obrazek

Do czasu… Niestety, kilka miesięcy później przyszła tragiczna wiadomość: u Joty zdiagnozowano chłoniaka. Najbardziej bezwzględnego z nowotworów. Dwa miesiące później kolejne wieści. Jota już za Tęczowym Mostem, Pani Ech w bólu, nie może rozmawiać, zaledwie jest w stanie pisać z rozpaczy i to dopiero jakiś czas po jej śmierci. Zatapiamy się w cierpieniu razem z nią. Biedna Jota, tyle złego w życiu zaznała i taki smutny koniec. Lemon posmutniał i cierpi z samotności. Boli, bardzo boli… zbyt dużo psów ostatnio odeszło z powodu nowotworu.
Obrazek

I znowu Wam się wydaje, że to koniec opowieści? Znowu się mylicie…

Ale najpierw mała dygresja:

Obiecaliśmy, że na scenę wkroczy fundacja Kra. Obie fundacje powstały w podobnym okresie, ale ich drogi się rozeszły. Szefowa Kra co i rusz wysuwała różne zarzuty w stosunku do szefowej Pomorskiej. A to, że wybiera najlepsze psy, albo – że źle dobiera domy. Że… no można by tu mnożyć w nieskończoność. Tylko Szefowa Kra w swoim mniemaniu była idealna. Ale fakt, speców od PR miała rewelacyjnych. Takich, co to w ogień pójdą. Wielu ludzi udało jej się przekonać, namówić, nastawić przeciwko fundacji Pomorskiej.

Po co? Dlaczego? Nie szukajmy na to logicznej odpowiedzi. O szefowej Kra krążyły za to pogłoski, że naciąga, oszukuje, zastrasza, że ma poważne problemy psychiczne, że się leczy. Ile w tym prawdy? Bajkopisarz wie, a reszta niech się domyśla.

Do fundacji Pomorskiej zaczęło się zgłaszać coraz więcej osób bliżej i dalej powiązanych z fundacją Kra. I przekazywane przez nich informacje wydawały się być tak nieprawdopodobne, że aż przechodziły ciarki.
Obrazek

Nie czas się tu rozpisywać jakie pogłoski docierały, ale jedna z nich była istotna dla tej bajki. Mianowicie taka, że fundacja Kra wyłudziła kilka psów od fundacji Pomorskiej podstawiając osoby do adopcji. Kiedy tę rewelację przekazała jedna osoba – można było ją włożyć między bajki. Ale kiedy ta sama informacja nadeszła od drugiej, czwartej I kolejnych osób – a nie były one ze sobą powiązane, czasem nawet się nie znały, należało to sprawdzić. Podczas prowadzonego wywiadu, wizyt poadopcyjnych i innych działań mających na celu zdemaskowanie oszukańczych praktyk, okazało się między innymi, że podstawione adopcje to adopcje pani Ech.

Początkowo fundacja Pomorska nie uwierzyła. Kto mógłby podejrzewać panią Ech! JĄ?! Nikt przy zdrowych zmysłach. Dlatego plan oszustwa był prawie doskonały i tak bardzo się powiódł.

Pora ukłonić się przebiegłości i premedytacji szefowej Kra. Z czasem zgromadzono wiele dowodów, można było przystąpić do działania. Nieformalna wizyta poadopcyjna wykazała, że psów u pani Ech nie ma. Aby się o tym przekonać, szefowa fundacji Pomorskiej (w towarzystwie świadków), osobiście pojechała kilkaset kilometrów, by odwiedzić panią Ech. Nawet w sytuacji, gdzie wszystko wskazywało na to, że pani Ech jest w domu: światło w oknach, jej samochód na podjeździe, przedstawicielom fundacji Pomorskiej nikt nie otwierał. Telefon głucho milczał, gdy dzwonili spod bramy. Zimno, ciemno, szczekania nie było słychać… Zostawili list w skrzynce i odjechali.


Po otrzymaniu oficjalnego pisma z fundacji Pomorskiej pani Ech się przyznała. Że dała się zmanipulować szefowej fundacji Kra. Że to dla niej i w porozumieniu z nią „wyciągała” te psy. Że Jota tak naprawdę ŻYJE, nigdy nie miała chłoniaka (i to jedyne jasne światełko w tej bajce) i przebywa w domu wynajmowanym przez szefową Kra. Niestety, na pewno nie pod jej opieką, bo wyszło na jaw, że szefowa czasem znika w Bez nazwy2niewyjaśnionych okolicznościach na jakiś czas, psy pozostawiając… no właśnie, komu? Chcemy odzyskać Jotę, ale nie chcą nam jej oddać…

I gdzie ten wymarzony przez fundację Pomorską dom na dożycie Joty? Gdzie ta wspaniała opieka, spokój i kołderka u pani Ech?
Obrazek

A Lemon? Podobno przekazany został znajomej szefowej fundacji Kra. I podobno ma się dobrze… Pani Ech natomiast twierdzi, że przebywa u jej siostrzeńca. Padają adresy, nazwiska, ale to nadal nic pewnego… Fundacja Pomorska przekona się o tym dopiero, gdy umożliwiona zostanie wizyta w obecnym domu Lemona, o którą bezskutecznie zabiega od jakiegoś czasu. Miejmy tylko nadzieję, że ów siostrzeniec pani Ech i owa znajoma szefowej Kra to jeden i ten sam dom, że Lemon jest tam szczęśliwy i będzie mógł tam pozostać…

Tak. Na chwilę obecną ta opowieść nie będzie miała zakończenia. Ani happy endu. Zakończenie dopisze w najbliższym czasie życie i okoliczności, na jakie jeszcze natrafimy, a może bajka będzie miała ciąg dalszy. Czy Jota znajdzie swoje prawdziwe miejsce na ziemi, z jedną, kochająca ją rodziną? Czy Lemon zostanie prawdziwie adoptowany przez opiekunów, u których przebywa? Czy zgodzą się na wizytę przedadopcyjną i podpiszą z fundacją Pomorską umowę adopcyjną?
Obrazek

Nasuwa się pytanie: po co upozorowano śmierć Joty Catani? Czyżby było potrzebne miejsce dla innego psa? Po co oszukiwano, że te związane ze sobą psy będą na zawsze razem? I u pani Ech? Pojawia się również wiele innych pytań.

Aby je zadać trzeba opowiedzieć o jeszcze jednej sprawie…

…ale to już inna bajka.

Źródło: http://www.rottka.pl/blog/?p=103

Do komentowania zapraszamy na naszego fundacyjnego facebooka:
https://www.facebook.com/pomorskafundacjarottka
Crys
Avatar użytkownika
Początkujący owczarkarz
4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: SchroniskoweOwczarki
Imię: Kinga
Wiek: 26
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 19:25

Dział statystyki

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Opcje

Podobne tematy
  •  
    Odpowiedzi
    Wyświetlone
    Ostatni post