Skrypt forum używa informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia Wam maksymalnej wygody przy korzystaniu z naszej internetowej witryny. Dzięki ciasteczkom wiemy też co Wasze owczarki jadły na śniadanie. ;-) Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartych w plikach cookies kliknij "Akceptuję", w przeciwnym wypadku wyłącz ciasteczka dla tej witryny w ustawieniach swojej przeglądarki. Akceptuję.
Przepisy dotyczące psów oraz informacje o psach ukazujące się w szeroko rozumianych mediach.

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez becia » 3 sie 2014, o 11:05

Dziękuję p. Zofio, tak jak napisałam doszłam sama do podobnych wniosków, na gonitwy OE, a smycz powoli systematycznie, zwykła obroża i cierpliwość. Pozdrawiam
becia
Avatar użytkownika
Świeżak
4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Hektor i Hela
Imię: Beata
Wiek: 55
Lokalizacja: Mroków (mazowieckie)
Dołączył(a): 28 sie 2013, o 11:04

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez Nanami » 3 sie 2014, o 12:10

Oj tak, ta "smycz behawioralna"... byłam świadkiem jak trener z Wesołej Łapki jej używał na młodej labradorce, totalnie znudzonej zajęciami, a potem po prostu uciekającej od przymusu (wg niego krnąbrnej i robiącej na co ma ochotę, a tak być nie może). Założył na 10 min, poszarpał, pokrzyczał "nie, nie", a potem był koniec zajęć, smycz ściągnął i zaznaczył do wszystkich uczestników "proszę państwa, to metoda lekko awersyjna, proszę nie stosować jej samemu w domu". Czyli wg mnie ta awersja była użyta w najgorszy możliwy sposób i to się właśnie dzieje jak ktoś, kto o awersji pojęcia nie ma się za nią zabiera...

No, ale to już odbiega od tematu ;)
Anka & Kaza ['] (15.06.2003-11.07.2016)
Nanami
Avatar użytkownika
Owczarkarz
5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Kaza
Imię: Anka
Lokalizacja: Olkusz
Pochwały: 27
Dołączył(a): 1 gru 2012, o 19:04

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez CanisFamiliaris » 3 sie 2014, o 12:10

Moim zdaniem artykuł jest bardzo jednostronny. W dodatku podszyty kryptoreklamą szkoły w której pracuje osoba. A ja nie lubię kryptoreklam.

Uważam też, że zbyt pochopnie szufladkuje (artykuł) ludzi. Jeżeli mój pies ma problemy NATURY PSYCHICZNEJ, prawdą jest, że wybiorę się z nim do szkoleniowca, jednocześnie behawiorysty. Twierdzenie, że psy nie mają zaburzeń psychicznych jest - uważam błędne - znam co najmniej 2 psy mające problemy nie z posłuszeństwem, ale z głową. Bo na tym polu szkoleniowiec mający mglistą wiedzę o chorobach głowy wyrządzi więcej szkody niż pożytku.

A gdy mój pies ma problem z posłuszeństwem (albo ja mam problem z jego egzekwowaniem) - idę do szkoleniowca. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie proponowania jakiegoś tam leczenia psa z problemami psychicznymi przez szkoleniowca, który nie wie, jakie części mózgu są za co odpowiedzialne.

To są dwie różne dyscypliny - oczywiście dobry szkoleniowiec może być i dobrym behawiorystą i vice versa.

Problem polega na tym, że wiele spraw czysto wychowawczych dramatyzują sami właściciele, i szukają pomocy nawet w niebiosach, twierdząc , że z ich piesiem jest coś nie tak. Zamiast z piesiem iść do szkółki i włożyć w jego wychowanie trochę czasu i pracy. To też napędza biznes tłumom behawiorystów, którzy rozwiązują problemy wychowawcze, a nie psychiczne.

Poza tym, ja poznałam w swoim krótkim życiu naprawdę pewną ilość właścicieli psów - i z moich obserwacji wynika, że NIE, nie każdy potrafi nauczyć swojego psiaka warowania, leżenia, siadania etc. Czasami ktoś musi po prostu wydać na to kupę kasy, by mu się oczy otworzyły.

W obu przypadkach wymienionych przeze mnie 2 psów, oba dostają leki psychotropowe, oba przeszły jakieś tam szkolenie - jeden większe, drugie mniejsze - niestety oba maja problemy ze swoją głową - i przeciętny szkoleniowiec rozkładał ręce,
CanisFamiliaris
Avatar użytkownika
Owczarkarz
4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Bura Won Do Domu :)
Imię: Marzena
Lokalizacja: Kraków
Pochwały: 34
Dołączył(a): 8 kwi 2013, o 07:33

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez Zofia » 3 sie 2014, o 14:25

Pani Beciu, proponuję uczyć chodzenia przy nodze najpierw każdego psa osobno. Na dwa sposoby - bardzo blisko oraz w lekkim dystansie - na różne hasła. Celem psiej pracy przy chodzeniu ciasno powinno być nagradzane wykonanie - już bez komendy - siad przy nodze, kiedy właściciel się zatrzyma. Czyli "noga" ma znaczyć do psa - idę jak najbliżej, żeby usiąść, kiedy paneczka stanie. Drugie inaczej brzmiące hasło ma znaczyć - idę w dystansie dopuszczonym przez LUŹNĄ smycz/linkę do chwili przywołania przez paneczkę.
OE dla psa o bogatszym futerku powinna mieć dłuższe bolce - dobre OE maja dwa komplety, dłuższe i krótsze.

Pies z problemami z głową jest na pewno niesłychanie trudny do zdiagnozowania - przez 40 lat pracy z psami mogę takie spotkane, niereformowalne zwykłym szkoleniem zwierzeta policzyć na co najwyżej na palcach obu rąk.
Być może teraz więcej psów wymaga pomocy behawiorysty - to bardzo źle świadczy o kierunkach w hodowli.
Zwykłe szkolenie pomaga ogromnej większości psów i właścicieli. W trudniejszych przypadkach dotyczących zdrowych fizycznie i psychicznie psów problemy stwarzali sami właściciele - oczekiwaniem aż pies sam z siebie zmądrzeje, brakiem zajęcia dla zwierzaka, brakiem konsekwencji, piekiełkiem rodzinnym, gdy każdy wymagał czegoś innego, a nawet umieszczeniem psiego legowiska w najbardziej ruchliwym miejscu w domu. Znam kilka przypadków, gdy właściciel celowo szczuł swoje zwierzę na pozostałych domowników lub nieświadomych zagrożenia znajomych - tu pomóc mógłby tylko ludzki psycholog; ja takich kwalifikacji nie mam.

Zofia
Zofia
Avatar użytkownika
Sędzia próby pracy
5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa
Imię: Zofia
Wiek: 74
Lokalizacja: Kraków
Pochwały: 127
Dołączył(a): 20 mar 2012, o 07:26

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez AnnaJagna » 3 sie 2014, o 14:50

W zalinkowanym artykule, na samym końcu pada ważne stwierdzenie, cytuję
Wyznacznikiem merytorycznej wiedzy instruktora są jego osiągnięcia oraz osiągnięcia jego podopiecznych. Płacąc za szkolenie psa, należy wymagać rzetelności, wiedzy oraz doświadczenia.

To zawsze powtarza nasza Pani Zofia i ja się tego trzymam.
AnnaJagna
Avatar użytkownika
Klubowicz
5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa5 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: jeszcze nie ma
Imię: Anna
Wiek: 34
Lokalizacja: Natal, Brazylia
Pochwały: 28
Dołączył(a): 19 lis 2012, o 16:12

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez norineko » 3 sie 2014, o 16:43

Nie korzystałam nigdy osobiście z pomocy ani szkoleniowców, ani behawiorystów. Niemniej miałam okazję widzieć w pracy kilku szkoleniowców różnych szkół - od tzw. tradycyjnej, poprzez pozytywną do skrajnie mieszanej - tradycyjnej z nagięciem w stronę "magii CM". Żadnemu z nich nigdy nie powierzyłabym swojego psa i nikomu bym prawdopodobnie nie poleciła nikogo.
Żeby oddać sprawiedliwość - wszyscy oni dawali sobie radę z psami, które odpowiadały ich psychice i zaproponowanemu przez nich systemowi szkolenia. Ale nie mieli efektów pozytywnych zawsze i w każdym przypadku. Każdemu wiele można zarzucić.
Probowałam sobie wyobrazić siebie jako ich klienta i myślę, że nawet na tej płaszczyżnie nie znaleźlibyśmy chyba porozumienia.
Pan z nagięciem stronę CM stosował na każdym dużym, ciągnącym psie "smycz behawioralną" czyli zwykły cienki dławik, kuł psy palcami w bok, twierdząc, że tak odwraca uwagę i zalecał to wielu osobom do samodzielnego stosowania. Wychwalał osiąganie przez siebie u psa "poddańczej postawy" ze stulonymi uszami, pokazywał, jak używać kija wchodząc do boksów i tym podobne. Osiągał, z tego, co ja widziałam uspokojenie psa, a raczej jego zgaszenie. Wiele psów odmawiało kategorycznie współpracy na początku, nie widziałam jednak, jak wyglądało to później. Nie widziałam, by pan nagradzał w jakikolwiek sposób dobre zachowanie, raczej zadowalał go brak jakiegoś zachowania. Nie umiem powiedzieć, czy udało mu się osiągnąć współpracę z tymi psami, z którymi go widziałam. Z boku patrząc - wydawało mi się, że zupełnie nie. Pan często chodził pogryziony.
Pan z pozytywnego szkolenia twierdził, że poradził sobie z bardzo agresywnym rhodesianem - nie wiem, nie widziałam psa, może tak było. Widziałam jego pracę z psem bardzo lękliwym, połańcuchowym i efekt jakiś tam był, ale czy ja wiem, czy spektakularny? Widziałam grupę psów raczej bezproblemowych, które przychodziły na szkolenie podstawowe i owszem, nauczone zostały podstawowych komend. Moje zastrzeżenia jako potencjalnego klienta, współpracownika (krótko asystowałam temu panu) i osoby z zewnątrz coś tam wiedzącej - wieczne, obsesyjne wręcz pasienie psa kiełbaskami, namiętny kliker. Miałam wrażenie, że bez tego urządzonka pan zginie. Najważniejsze w pracy z przewodnikami psów było egzekwowanie tego klikera. Moim zdaniem jest to urządzenie bardzo niepraktyczne w codziennym życiu i niepotrzebnie wprowadzające zamęt w psiej głowie, zwłaszcza, gdy właścicielowi zdarzy się go źle użyć. Owszem, przyznaję, że na młodą labradorkę ta metoda działała nieźle, podobnie na shi-tzu i na kundelka ze schroniska, jednak wydaje mi się, że z tymi psami można było spokojnie pracować bez tego czegoś i efekty również byłyby dobre. Problem z klikerem pojawił się, gdy na szkolenie przyszła para - młody ON z panem w średnim wieku - żadne z nich nie pasowało moim zdaniem do tego rodzaju grupy. Ani pan to typ klikerowca, ani pies - bo smaczki miał w poważaniu, jak wiele ONów. Moja współpraca zakończyła się, gdy zaproponowałam panu zrezygnowanie ze smaczków i uporczywy brak zainteresowania osobą pana ze strony psa uatrakcyjnić nagrodą w postaci zabawy. Pies nieźle spontanicznie aportował i pomyślałam, że może zamiast wymagać komendy "do mnie" nagradzanej smaczkiem poprzedzonym kliknięciem (z synchronizacją tych czynności pan sobie wyraźnie nie radził i pies przychodził na klik a nie na polecenie) zacząć od wspólnej nauki aportowania. Zostałam zbesztana, bo nagrodzony w ten sposób pies przychodził natychmiast, ale nakręcał się tak zabawą, że przestał reagować na smaczki, więc metodyczne "komenda-klik-nagroda(smak)" przestało działać.
Co jeszcze mi się nie podobało - podawanie obcym psom, spoza szkolenia jedzenia z ręki szkoleniowca. Uważam to za niedopuszczalne, bo szkoleniowiec powinien mieć moim zdaniem na tyle wyobraźni, by wiedzieć, że uczy w ten sposób pobierania pokarmu od obcych, a stąd już mały kroczek do poważnych kłopotów z psem.
No i dochodzę w tym momencie do tego, że przychodząc na szkolenie tego typu z własnym psem oczekiwałabym, że skoro jest to szkolenie pozytywne i ma psy rozwiajać nie zadając im stresów to co stoi na przeszkodzie, by zrobić na nim program choćby PT? Program szkolenia obejmował, o ile pamiętam takie polecenia: siad, waruj, zostań, chodzenie na luźnej smyczy i komenda nie. Plus podobno rozproszenia, ale do tego elementu szkoleń nie dotrwałam. Niektóre, co bardziej podatne psy rozwijano targetowaniem. Program nie przewidywał aportowania, co mnie bardzo dziwiło, ale nie wnikałam już dlaczego tego nie wprowadzono.
Chyba, że aportowanie miało być po targetowaniu...
Zapytałam kiedyś, czy w szkoleniu uwzględnia się predyspozycje czy wrodzone cechy danej rasy - odpowiedziano mi, ze to nie ma absolutnie znaczenia.
Tyle miałam przygód ze szkoleniowcami.
Teraz o behawiorystach.
Miałam okazję obserwować pracę jednego tylko behawiorysty, przy okazji likwidacji jednego ze schronisk. Pan (przemiły zresztą i bardzo spokojny człowiek) bez większych problemów wszedł do kojca z psem z etykietką bardzo agresywnego dla ludzi. Pies ten od 5 czy 6 lat nie wychodził z tego kojca, jedzenie mu podawano na kiju. Pies miał silną reakcję lękową, jednak pan uspokoił go zupełnie łatwo, właściwie trudno mi określić jak. Chwilę przebywał w kojcu sam na sam, przyzwyczaił psa do swojej obecności i sobie tylko wiadomym sposobem udało mu się założyć psu obrożę, smycz i w końcu wyprowadzić na zewnątrz, a potem zaprowadzić do samochodu. Pies poza lekkim ciągnięciem właściwie sprawiał wrażenie stosunkowo zrelaksowanego i zadowolonego.
Pies podróżował w samochodzie na tylnym siedzeniu, nie w klatce, miałam relację, że nie było żadnych ekscesów. Nie zastosowano żadnych środków przymusu ani żadnych zachęcaczy. Widziałam po prostu porozumienie człowieka z psem, który mu zwyczajnie zaufał.
Pan pracuje w jednym ze schronisk pod Poznaniem i jest chyba jedyną osobą, spośród tych, które widziałam, która zasługiwałaby na miano behawiorysty.
Takiej osobie chyba powierzyłabym psa.

Wydaje mi się, że praca behawiorysty jest szalenie trudna i wymagająca spełnienia naraz wielu warunków koniecznych:
1) ogromna wiedza teoretyczna
2) ogromne doświadczenie nabyte w pracy pod kierunkiem mistrza - osoby, która jest uznanym autorytetem w tym zakresie. Taka praca powinna być obowiązkowa i trwać wiele, wiele lat, zanim behawiorysta mógłby podjąć samodzielną praktykę. Oczywiście musiałaby to byc płatna praca jako asystent czy coś w tym rodzaju, bo tylko wtedy osoba ucząca się może skupić się na swoim zawodzie i na jego zgłębianiu, a nie rozpraszać na dorabianie po to, by przeżyć.
3) wykształcenie - idealnie dla mnie weterynaryjne, behawiorystyka jako specjalizacja. Tylko to daje uprawnienia, by stosować niezbędną w niektórych wypadkach farmakologię, poza tym tylko lekarz wet. ma niezbędny warsztat, by rozpoznać organiczne przyczyny zaburzeń behawioralnych, często przecież jedno z drugim się łączy.
4) wiedza teoretyczna i praktyka w zakresie różnych metod szkoleniowych stosowanych u psów.

Czy ja mam za duże wymagania?
U nas chyba brakuje spełnienia punktu 2) i często 3). Ale to jest specyfika naszych czasów - w dobie powszechnych wolontariatów i płacenia za zaszczyt pracowania każdy zawód wymagający czegoś więcej niż "atrakcyjności, operatywności, kreatywności i zdolności wciskania kitu" jest skazany na zagładę.

Pochwały przyznane za posta: 3
Prosimy o pomoc dla psów w schronisku "Azorek" w Obornikach Wlkp.!

Nie pozwólmy zlikwidować tego miejsca!!!

http://forum.owczarkopedia.pl/mowimy-nie-likwidacji-schroniska-azorek-w-obornikach-wlkp-t4325.html
norineko
Avatar użytkownika
Owczarkarz
4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Lena
Imię: Magda
Wiek: 38
Lokalizacja: Poznań
Pochwały: 61
Dołączył(a): 15 sty 2013, o 19:45

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez Nyks » 3 sie 2014, o 17:32

Mam bardzo złe wspomnienia związane ze szkoleniem prowadzonym przez trenerów ZK. Luna, wówczas półroczna, była zestresowana dużą liczbą psów, które w tym szkoleniu uczestniczyły - w skrajnych sytuacjach bywało ich 30 na kółeczku. Bardzo się szarpała, ciągnęła na smyczy, próbowała wyślizgiwać się z obroży, na co szkoleniowiec podszedł do niej, podniósł ją do góry na obroży i głośno, przy wszystkich uczestnikach zajęć powiedział, że mam to na własne życzenie, bo nie założyłam jej kolczatki. Oczywiście wyniosłyśmy się stamtąd. Niedawno zaczęłyśmy szkolenie stricte pozytywne, prowadzone przez behawiorystę i różnica jest ogromna. Grupa mała, bo max 4 psy. Nie ma żadnych kółeczek, każdy ćwiczy "sobie", więc i nie ma takiej presji i dostosowywania poziomu do psów, które łapią szybciej. Dla nieśmiałej Luny taki "system" okazał się idealny i już widać, że zaczyna się otwierać a każda taka sesja szkoleniowa sprawia jej i mi ogromną frajdę.

Zostałam zbesztana, bo nagrodzony w ten sposób pies przychodził natychmiast, ale nakręcał się tak zabawą, że przestał reagować na smaczki, więc metodyczne "komenda-klik-nagroda(smak)" przestało działać.


U nas jedną z pierwszych lekcji było nagradzanie na przemian smakołykiem i zabawką, żeby każdy mógł wybrać, co mu bardziej pasuje.
Nyks
Avatar użytkownika
Owczarkarz
4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Luna ON, Triss BC
Imię: Maria
Wiek: 21
Lokalizacja: Warszawa/Nowa Wieś
Dołączył(a): 3 mar 2013, o 16:06

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez AM-ON » 3 sie 2014, o 17:35

norineko napisał(a): Moje zastrzeżenia jako potencjalnego klienta, współpracownika (krótko asystowałam temu panu) i osoby z zewnątrz coś tam wiedzącej - wieczne, obsesyjne wręcz pasienie psa kiełbaskami, namiętny kliker.


Czasem mam klientów po kursach trenerskich w pozytywnych szkołach i obserwuję, że psy tych ludzi nie umieją pracować jeśli raz na 5 sekund nie usłyszą klikera i nie dostaną żarcia :przerażenie:
Kliker to fajna rzecz i sama go używam ale bez przesady. Inną rzeczą jest, że większości przewodników się wydaje, że po kliknięciu nagrodą musi być jedzenie, co jest nieprawdą bo nagrodą może być wszystko co sprawia radość psu. "Klik" jest TYLKO zaznaczeniem momentu gdzie ćwiczenie spełniło nasze kryteria i mówi psu: "to co robisz jest super, dostaniesz nagrodę". Równie dobrze można użyć swojego głosu i komendy, która mówi psu to samo co kliker.

A wracając do tematu, mam jedną podopieczną z chorą głową. Suka ćwiczy sport pięknie ale np. w pewnym momencie rzuca się na przewodnika. Warczy na całą rodzinę, poluje na córki właścicielki, potrafi warczeć gotowa ugryźć bo ktoś z domowników wejdzie do pokoju obojętnie się wobec niej zachowując. Są też dni gdzie pies jest do rany przyłóż ale nigdy nie wiadomo co mu strzeli do głowy. Przerobiłyśmy wszystko co możliwe ale bez wspomagania ze strony farmakologii (wet przepisał leki) + ciągłego treningu ten pies nie może funkcjonować bez obawy, że zrobi komuś krzywdę.
Pozdrawiamy
Aneta oraz Hot, Mini-Me, Kenny [*] & Gwen [*]


Obrazek
AM-ON
Avatar użytkownika
Szkoleniowiec
6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Ares EMiTom [*]
Imię: Aneta
Lokalizacja: Kraków
Pochwały: 17
Dołączył(a): 18 lut 2011, o 10:05

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez becia » 3 sie 2014, o 18:55

Zofia napisał(a):Pani Beciu, proponuję uczyć chodzenia przy nodze najpierw każdego psa osobno. Na dwa sposoby - bardzo blisko oraz w lekkim dystansie - na różne hasła. Celem psiej pracy przy chodzeniu ciasno powinno być nagradzane wykonanie - już bez komendy - siad przy nodze, kiedy właściciel się zatrzyma. Czyli "noga" ma znaczyć do psa - idę jak najbliżej, żeby usiąść, kiedy paneczka stanie. Drugie inaczej brzmiące hasło ma znaczyć - idę w dystansie dopuszczonym przez LUŹNĄ smycz/linkę do chwili przywołania przez paneczkę.
OE dla psa o bogatszym futerku powinna mieć dłuższe bolce - dobre OE maja dwa komplety, dłuższe i krótsze.


Dziękuję, zaczynamy naukę :dzięki:
becia
Avatar użytkownika
Świeżak
4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Hektor i Hela
Imię: Beata
Wiek: 55
Lokalizacja: Mroków (mazowieckie)
Dołączył(a): 28 sie 2013, o 11:04

Re: Behawiorystom podziękujemy!

Nieprzeczytany postprzez norineko » 3 sie 2014, o 20:19

AM-ON napisał(a): (...)
Kliker to fajna rzecz i sama go używam ale bez przesady. Inną rzeczą jest, że większości przewodników się wydaje, że po kliknięciu nagrodą musi być jedzenie, co jest nieprawdą bo nagrodą może być wszystko co sprawia radość psu. "Klik" jest TYLKO zaznaczeniem momentu gdzie ćwiczenie spełniło nasze kryteria i mówi psu: "to co robisz jest super, dostaniesz nagrodę". Równie dobrze można użyć swojego głosu i komendy, która mówi psu to samo co kliker. (...)



Właśnie tak kiedyś myślałam, że wszystko może być nagrodą i że jej zapowiedzią może być wszystko inne. Tylko sam kliker po zaobserwowaniu na żywo sposobu użycia wydawał mi się takim trochę wypasionym, ale niezbyt niezbędnym gadżetem. Już mówię dlaczego. Jeśli trener niezbyt dobrze na sucho nie przeszkolił przewodników psów to kliker psuł im psy. Działo się tak dlatego, że nie każdy ma taki super refleks, by zdążyć akurat w tym momencie kliknąć i następnie dać nagrodę. Psy bywają błyskawiczne, czasem wymagają od przewodnika maksymalnej koncentracji, by nadążyć za ich reakcją, myśleniem. No przynajmniej moje psy tak mają, ale te na szkoleniu też w miarę szybko reagowały. Bywało bardzo często, że przewodnik kliknął nie przed nagrodą, tylko tuż po jej podaniu. Bywało, że najpierw kliknął zamiast polecenia, albo tuż po jego wydaniu, a to z tych nerwów, że musi kliknąć po wykonaniu przez psa polecenia i nie zdąży, wszystko mu się pomyliło i efekt był taki, że co bystrzejsze psy kojarzyły klik z komendą i np. przychodziły na kliknięcie, a nie na komendę. I takich zabawnych sytuacji było całe mnóstwo. Z tego powodu ja od samego początku znielubiłam ten wynalazek i doszłam do wniosku, że nie będę się nim bawić nawet, jeśli w pewnych sytuacjach "przyspieszyłby" reakcję moich psów. Klikerowcy twierdzą, że pies dzięki klikerowi kombinuje, że uczy go to myślenia. Trochę jest może w tym racji, ale myślę, że tak jak tu wspomniano, jeśli używa się go rozsądnie i wtedy kiedy trzeba. Moim zdaniem to trochę przypomina kantar czy kolczatkę - jedno i drugie można używać, ale trzeba doskonale wiedzieć jak. Bez tej wiedzy to narzędzia tortur. Z kolei kliker to niebezpieczne narzędzie mogące psuć.
Kliker jest również bardzo niewygodny w codziennym użyciu, nie wyobrażam sobie tego na spacerze, w mieście, w czasie mrozów itp.
Pomyślałam, że właśnie nagroda słowna w stylu "dobrze" może spełniać podobną rolę, a nawet lepszą. Po pierwsze mój głos psa utwierdzi w przekonaniu, że wszystko jest w porządku, po drugie, że właśnie zrobiliśmy coś dobrze, a po trzecie - jeśli dobrze to może dalej będzie coś jeszcze lepszego? Może da ciasteczko? a może da zabawkę? a może pobiegamy? a może powąchamy? W każdym razie na pewno teraz robię dobrze i pancia się cieszy, jest wesoła, znaczy jest tak, jak ma być. Klik to tylko suchy dźwięk, nie ma uspokajającego działania (chyba) takiego, jak głos panci, nie można nim słowem lekko skorygować - np. modulując głos itp.
Może dlatego klikery tak nakręcają psy, zwłaszcza w takim niezbyt fortunnym użyciu. Nie zauważyłam, żeby moje pochwały "dobrze" jakoś psa szczególnie wytrącały z rytmu czy z pracy, on nie czeka na to dobrze, ale jeśli się pojawi, to pies dalej kończy pracę z większym zaangażowaniem, bo wie, że to, co robi robi właśnie dobrze. A przyznam - chwalę może nawet za często...

Jeszcze co do behawiorystów - zapomniałam napisać najważniejszego - tak naprawdę najważniejszy warunek konieczny i dostateczny do bycia dobrym fachowcem to coś, czego nauczyć się nie można, a więc wrodzone predyspozycje. Są ludzie o wrodzonym podejściu do psów i tacy są znakomitymi szkoleniowcami i znakomitymi behawiorystami - niezależnie jak zwał. Szkolenia, wszelkie pozostałe rzeczy są oczywiście ważne i może niezbędne, ale jeśli ktoś nie ma wrodzonych predyspozycji do pracy z psami i ludźmi (!) to niestety osiągnięć nie będzie. Taka jest moja refleksja po tym, co widziałam sama i po tym, czego się naczytałam i nasłuchałam w różnych miejscach.
Prosimy o pomoc dla psów w schronisku "Azorek" w Obornikach Wlkp.!

Nie pozwólmy zlikwidować tego miejsca!!!

http://forum.owczarkopedia.pl/mowimy-nie-likwidacji-schroniska-azorek-w-obornikach-wlkp-t4325.html
norineko
Avatar użytkownika
Owczarkarz
4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa4 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Lena
Imię: Magda
Wiek: 38
Lokalizacja: Poznań
Pochwały: 61
Dołączył(a): 15 sty 2013, o 19:45

Poprzednia stronaNastępna strona
Dział statystyki

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Opcje