Skrypt forum używa informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia Wam maksymalnej wygody przy korzystaniu z naszej internetowej witryny. Dzięki ciasteczkom wiemy też co Wasze owczarki jadły na śniadanie. ;-) Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartych w plikach cookies kliknij "Akceptuję", w przeciwnym wypadku wyłącz ciasteczka dla tej witryny w ustawieniach swojej przeglądarki. Akceptuję.
Adopcje.

Mikrus - szukamy nowego lepszego domu

Nieprzeczytany postprzez fifruwajka » 6 lut 2016, o 16:41

Witam serdecznie,

mamy nietypowy problem. Około 2 lata temu (potwierdzę to, bo nie jestem pewna) mój brat w tajemnicy przed rodzicami kupił owczarka niemieckiego. Wydaje mi się, że zwierzę nie ma rodowodu (sprawdzę), ale nie wygląda na mieszańca. Pies pojawił się w domu i chcąc nie chcąc rodzice musieli stworzyć mu dom. Dlaczego nie chcąc? Otóż mieszka z nami dziadek chory na Alzheimera którego choroba ciągle się rozwija i niestety jest nie do końca przewidywalny. Co jakiś czas trzeba zmieniać mu dawkę tych leków lub preparat bo poprzedni przestaje działać. Dziadek stanowi niestety zagrożenie dla siebie i otoczenia. Jest na przemian agresywny wobec psów, krzyczy na nie, uderza kijem w ogrodzenie, a potem karmi je smakołykami. Na szczęście ich nie bije, ale tak czy siak, zwierzęta go bardzo nie lubią.

Zawsze był u nas w domu jakiś pies i wszystkie były szczęśliwe, wiele dożyło późnej starości. Rodzice podjęli świadomą decyzję o tym, żeby psów nie było, w związku z chorobą dziadka. Niestety, po tym jak odszedł Bercik, kundelek w wieku emeryckim, brat postanowił wbrew woli rodziców, kupić szczeniaczka. Pojawienie się psiaka w sumie sprawiło wszystkim radość, ale przyniosło też wiele obaw, zwłaszcza, że był to pies dużej rasy, który potencjalnie mógłby stać się groźny dla dziadka. Rodzice zostali postawieni przed faktem dokonanym. Próbowaliśmy go oddać, ale nie było to możliwe, a wszystkie obawy się sprawdziły. :(

Pies ma solidny kojec i ciepłą budę z możliwością przejścia do szopki w razie zimna, jest dwa razy dziennie karmiony, zawsze ma dostęp do wody, jest regularnie szczepiony i odrobaczany, niestety, jest więźniem w swoim kojcu. Kiedyś był szczęśliwy, teraz stał się apatyczny i zdziczały. Początkowo udawało się umożliwić mu swobodne wybieganie się nocą, kiedy dziadek spał. Wtedy też można było spędzić z nim czas poza kojcem i wspólnie się pobawić. Teraz jednak dziadek potrafi w środku nocy wyjść na podwórko, jeździć rowerem, zabić drzwi gwoździami do domu i zrobić mnóstwo innych dziwnych lub wręcz niebezpiecznych rzeczy kiedy wszyscy śpią.

Niestety, nie ma możliwości żeby ktoś inny z rodziny zajął się dziadkiem - nie ma ochotników, żeby mierzyć się z tym problemem, a jest on ogromny. Chyba tylko ktoś, kto zna osobę z tą chorobą, jest w stanie to zrozumieć.

A pies? Cóż, niby krzywda mu się nie dzieje, ma jedzenie, picie, schronienie w razie deszczu, zimna i jesteśmy w stanie mu to zapewnić do końca jego dni. Staje się on jednak coraz bardziej smutny i nieszczęśliwy, jest osamotniony, jak każdy pies marzy o szalonych pościgach za patykiem i obsikaniu wszystkich rogów domu i krzaków w ogrodzie. Z uwagi jednak na bezpieczeństwo dziadka do którego piesek jest agresywnie nastawiony (co nikogo nie dziwi, bo dziadek zwierzęta straszy) oraz bezpieczeństwo psa(bo dziadek, paradoksalnie, choć ciężko chory umysłowo, zachował wyśmienitą sprawność fizyczną i może zrobić psiakowi krzywdę), pies jest na stałe zamknięty w kojcu, a dziadek na szczęście nigdy nie miał pomysłu, żeby go wypuścić. Chyba mimo wszystko trochę się go boi...

Po ostatniej rozmowie rodzice zgodzili się na oddanie psa, pod warunkiem, że trafi w miejsce, gdzie będzie miał zapewnione lepsze warunki niż u nas, jeśli ma wylądować z jednego kojca do innego to bez sensu stresować psa zmianą otoczenia. Ale jeśli jest ktoś kto uszczęśliwi zwierzaka dając mu podwórko do hasania i możliwość wspólnej zabawy, to jesteśmy gotowi go oddać. Choroba dziadka wciąż się rozwija, w zasadzie to może być już tylko gorzej. Doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu, żeby zwierzę cierpiało. Pytam znajomych, czy ktoś jest gotów go przygarnąć, ale jest to bardzo trudne, bo to dorosły, potężny pies i nie każdy ma chociażby warunki lokalowe. Idealnie byłoby gdyby osoba, która go weźmie miała doświadczenie z psami tej rasy i z psami 'po przejściach'. Pies niestety doświadczył też przemocy, nigdy nie był bity, ale jak już wspominałam, dziadek krzyczy i straszy go kijem, uderza i kopie w ogrodzenie. Obawiam się, że po takim czasie w izolacji, pies może też wymagać wsparcia behawiorysty. My niestety, nie mamy jak mu pomóc - albo dziadek, albo psiak... :(

Psiak jest młody i piękny, miał zawsze imponujące futro, choć teraz już troszkę zaniedbane, umie podać łapę, kiedyś był pełen wigoru i zawsze chętny do zabawy, niestety, od czasu kiedy nie jest wypuszczany, stracił wiele radości życia. Wierzymy, że jest tam gdzieś ktoś kto może dać mu lepsze, weselsze życie. Możemy też w miarę możliwości pomagać finansowo w związku z żywieniem pieska lub przygotować wyprawkę.

Jeśli ktoś jest gotów zwierzę przygarnąć, czekamy na kontakt.
Mój email: poczta.sylwii@gmail.com

W imieniu rodziców pod których opieką pies przebywa,
Sylwia
fifruwajka
Losowy avatar
Nowy forumowicz
3 lata członkostwa3 lata członkostwa3 lata członkostwa
Imię: Sylwia
Wiek: 29
Lokalizacja: Warszawa
Dołączył(a): 6 lut 2016, o 16:31

Dział statystyki

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Opcje

Podobne tematy
  •  
    Odpowiedzi
    Wyświetlone
    Ostatni post