Skrypt forum używa informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia Wam maksymalnej wygody przy korzystaniu z naszej internetowej witryny. Dzięki ciasteczkom wiemy też co Wasze owczarki jadły na śniadanie. ;-) Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartych w plikach cookies kliknij "Akceptuję", w przeciwnym wypadku wyłącz ciasteczka dla tej witryny w ustawieniach swojej przeglądarki. Akceptuję.
Wspominamy zwierzaki które odeszły.

Czika

Nieprzeczytany postprzez reinevan » 7 gru 2012, o 20:49

Była z nami długo, jak na możliwości swojej rasy chyba pobiła rekord. Kochana, mądra i chyba najbardziej opiekuńcza psina jaką znałem.
Miała być wymarzonym bernardynem, okazała się być Moskiewskim Psem Stróżującym, lecz w niczym nie zmieniło to naszej do niej miłości ani jej oddania i przywiązania do nas. Pojawiła się jako mała puchata kuleczka (wciąż mam wrażenie, jakby było to wczoraj) wnosząc w nasz dom ogrom radości i zabawnych sytuacji. Do dziś mam przed oczami malutką Czikę uczepioną maminej spódnicy i robiącą za froterkę do podłóg.
To co w Czice było najbardziej niezwykłe, to jej stosunek do dzieci. Pamiętam sytuacje, gdy o mały włos nie wyskoczyła przez okno z 1 piętra, bo na ogrodzie zapłakała moja maleńka siostrzenica. Gdy siostra z dziećmi wyjechała na wakacje, miałem poważny problem na spacerach, gdyż Czika szukała "swoich dzieci" próbując zaglądać do każdego napotkanego wózka.
Dzieci mogły z nią robić absolutnie wszystko, a ona, mimo swoich rozmiarów i masy nigdy, nawet niechcący nie skrzywdziła żadnego z nich. Do dziś mam przed oczami Kamilę i Martę (siostrzenice) a później Ignacego (mój syn), gdy jako ledwo raczkujące szkraby targają Czikę za uszy, ogon, włażą na nią, przytulają się, a ta troskliwie patrzy na te "szczenięce" harce uważając, by maluchy broń Boże nie zrobiły sobie krzywdy.
Pamiętam, jak któregoś dnia bezskutecznie przywoływałem Czikę do miski, w końcu poszedłem zobaczyć, dlaczego nie przychodzi (mimo że nigdy nie trzeba było jej do jedzenia 2 razy wołać) okazało się, że do psa śpi przytulony maleńki Iguś (swoją drogą do dziś wiem, jak ten szrab dał radę z kojca zawędrować na jej posłanie) a Czika tylko delikatnie podniosła głowę, nie chcąc budzić malucha.
Pierwszy raz o życie Cziki trzeba było walczyć, gdy miała 7 lat. Jak zwykle spędzaliśmy wtedy lato na naszej łące nad jeziorem (w domu pewnie zorientowalibyśmy się szybciej, w trawie nie było tego widać) w każdym razie, któregoś dnia zauważyłem w miejscu z którego wstała, na trawie, niewielką plamę krwi. Przy próbie obejrzenia co się dzieje, okazało się, że psisko ma wyraźnie napięte i bardzo wrażliwe podbrzusze. W te pędy zapakowaliśmy się do samochodu w poszukiwaniu najbliższego weterynarza. W gabinecie diagnoza - zaawansowane ropomacicze, konieczna natychmiastowa operacja a i to bez gwarancji na sukces. Spędziłem z Cziką kilka dni w klinice (po operacji nie było możliwości zabrania jej w warunki "polowe") śpiąc na przywiezionym z namiotu materacu, aby nie czuła się samotna. W tym miejscu chciałbym jeszcze raz podziękować panu doktorowi z Międzyrzecza (nazwiska niestety nie pamiętam) który pozwolił obcemu facetowi nocować w swojej klinice. Tę bitwę z kostuchą wygraliśmy i wszystko wróciło do normy.

Czas biegnie jednak nieubłaganie, co najlepiej widać po szybko rosnących dzieciach. Pierwsze symptomy u Cziki pojawiły się gdy miała 10 lat. Na początku nie wyglądało to groźnie, ot po prostu miało się wrażenie, że gdy spała ścierpła jej łapa (a że spała w naprawdę akrobatycznych pozycjach nikogo to specjalnie nie dziwiło), niestety stan tylnych łap zaczął się drastycznie pogarszać w w zastraszającym tempie. Psina miała coraz większe problemy z wchodzeniem po schodach (mieszkamy na 1 piętrze) a kolejne wizyty u weterynarza i kolejne leki dawały jedynie krótkotrwałą poprawę. Dopiero po dogłębnych badaniach okazało się, że Czika cierpi na atrofię mięśni. Wielu ludzi, po takiej diagnozie powtarzało nam, że Czikę trzeba uśpić, bo szans na wyleczenie nie ma żadnych, a jej stan będzie się stale pogarszał. My jednak nigdy w życiu nie zdecydowalibyśmy się na taki krok i wspierani przez naszego kochanego doktora Ratajczaka rozpoczęliśmy walkę o jak najdłuższe życie dla Cziki. Niestety mimo najszczerszych chęci, najdroższych leków i zabiegów rehabilitacyjnych choroba nieubłaganie postępowała. W wieku 12 lat Czika nie była już w stanie przejść o własnych siłach więcej niż kilkanaście kroków, mimo to pozostała wciąż pogodnym i pełnym chęci życia psem. Przerobiłem chyba wszystkie modele pasów wspomagających i wózków dla psów z niedowładem kończyn. Mimo świadomości beznadziejności wszystkich wysiłków nie byłem w stanie podjąć decyzji o uśpieniu Cziki wciąż chętnej do zabawy (na ile tylko okoliczności jej pozwalały) radosnej i pogodnej, nie skarżącej się w żaden sposób na swój los. Przez ostatni rok jej życia kilka razy dziennie znosiłem psa na rękach z 1 piętra by mogła załatwić swoje potrzeby i wnosiłem z powrotem, często (nie wstydzę się tego) płacząc w psie futro. Z weterynarzem zawarliśmy umowę - tak długo jak Czika będzie w stanie samodzielnie oddychać, jeść, pić i normalnie trawić, oraz nie będzie żadnych oznak, że pies cierpi, zostanie z nami.
Czika jednak gasła w oczach, może to głupie, ale modliłem się by po prostu zasnęła, bym nie musiał podejmować tej jakże trudnej decyzji. Ona jednak trzymała się życia wszystkimi resztkami sił. W końcu nastąpiło nieuniknione, atrofia posunęła się tak daleko, że przestała jeść i pić. W tym momencie nie było już innego wyjścia. Czika odeszła od nas 3 września 2012 roku, mając 14 lat i 7 miesięcy.

Obrazek
Czika i Ignaś
Obrazek
Czikusia
Obrazek
jeden z ostatnich długich spacerów Czika z moją żoną Gosią i synkiem Ignasiem
Obrazek
Czikusia na ogrodzie przednie łapy jeszcze w miarę sprawne 2011 rok
Obrazek
Czikusia z Ignasiem już niechodząca czerwiec 2012 rok

Pochwały przyznane za posta: 4
Ostatnio edytowano 7 gru 2012, o 22:12 przez reinevan, łącznie edytowano 1 raz
reinevan
Losowy avatar

Re: Czika

Nieprzeczytany postprzez dariex » 7 gru 2012, o 21:18

Piękna opowieść o wspanialej przyjaźni.
Jak dobrze,ze istnieją tacy ludzie jak Wy,bo dzięki temu nie tracę jeszcze resztek wiary w ludzkie serce.
Przeżyliście wspólnie wiele wspaniałych lat i nikt Wam tych wspomnien nie odbierze.
dariex
Avatar użytkownika
Zaawansowany owczarkarz
6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa6 lata członkostwa
Owczarek niemiecki: Chivas
Imię: Daria
Wiek: 39
Lokalizacja: Krk
Pochwały: 22
Dołączył(a): 24 lis 2011, o 21:05

Re: Czika

Nieprzeczytany postprzez Kubix20 » 8 gru 2012, o 18:16

wspaniały pies jak i postawa właściciela. wielkie serce chłopie masz. pozdrawiam serdecznie.
Kubix20
Losowy avatar

Dział statystyki

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Opcje